Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!


Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 0 Głosów - 0 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
„Śluby kawalerskie” czyli magnetyzm serca
Autor Wiadomość
ADA Offline
Senior Member
****

Liczba postów: 486
Dołączył: Apr 2015
Reputacja: 0
Post: #31
RE: „Śluby kawalerskie” czyli magnetyzm serca
AMG trudno mi w to uwierzyć Smile

SCENA 4:

Dom w Ponderosie. Bardzo późne popołudnie. Otwierają się drzwi i wchodzą zmęczeni i brudni Adam i Joe Cartwrigtowie. W milczeniu, wrogo na siebie popatrując, zdejmują kapelusze i pasy z bronią.

JOE:
No, powiedz wreszcie, co masz mi do zarzucenia.
Źle pracowałem?

ADAM:
Owszem. Rzekłbym od niechcenia.

JOE (z wściekłością):
Wszystko, co pa mi nakazał wykonałem.
Ogrodzenia sprawdziłem, dziury załatałem.
Gdybyś szybciej uporał się ze swoją robotą,
To sobota, a mamy sobotę, byłaby sobotą.

ADAM:
W przeciwieństwie do ciebie ciężko pracowałem.
To nie ja szpulę drutu kolczastego zmarnowałem.
Nie ja zniszczyłem ogrodzenie naszych sąsiadów.
Gdzie nie spojrzeć braciszku pełno twoich śladów!

JOE:
Od rana wciąż się wściekasz i na mnie pokrzykujesz.
Może wreszcie powiesz, czego ode mnie oczekujesz?

ADAM (podniesionym głosem):
Nosisz nazwisko Cartwright, a to zobowiązuje.
Pracuj tak jak pa, Hoss i ja, tego tylko oczekuję.

JOE (oburzony):
Pracuję tak samo ciężko jak wy!

ADAM:
Pobożne życzenia! A raczej sny!

JOE:
Przy śniadaniu wspomniałem o dotrzymaniu tobie pola,
Nie sądzisz braciszku, że właśnie teraz na to przyszła pora?

ADAM (kpiąco):
Walczyć z tobą? Czemu nie.
Jednym palcem zmiotę cię.

JOE:
Ciągle gadasz, ciągle straszysz
Pokaż, więc, co potrafisz!

Joe przyjmuje postawę jak do pojedynku. Adam parska śmiechem i już ma skomentować zachowanie brata, gdy od strony kuchni wchodzi ubłocony Hoss. Wygląda tak, jakby ktoś przeciągnął go przez błotną sadzawkę. Adam i Joe natychmiast milkną wpatrując się z niedowierzaniem w brata.

HOSS:
I co tak się gapicie, jakbyście ducha ujrzeli.
Chub mnie zrzucił tuż przy chałupie Angeli.
Tam zawsze jest błoto, jakby swoim życiem żyło
i gdy śpieszyłem na obiad, i mnie się przydarzyło
wpaść w sam środek tego zdradliwego bagna.
Leżę w błocie, śmiech słyszę, patrzę, stoi panna ładna.
Pomału się gramolę, po wodze wyciągam rękę
Chub robi unik, ani myśli skrócić moją mękę.
Jak długi z pluskiem znowu w błoto padam,
Z trudem unoszę się, wreszcie siadam.
W głowie mi huczy - o kamień nabiłem sobie guza,
a do tego wciąż słyszę śmiech pięknego intruza.
Spoglądam, co wiedzę? Nie uwierzycie,
Intruz stał w trzech postaciach - przysięgam na życie.
Każda z postaci piękna i taka sama.

ADAM (zaintrygowany):
Taka sama?

HOSS:
Chciałem powiedzieć tak samo ubrana.
To samo lico, ta sama figura…

ADAM:
To, co opowiadasz to jakaś bzdura.

HOSS (krzycząc):
Przysięgam! To szczera prawda! Trzy były zjawy!

JOE (łagodnie):
Hoss, spokojnie, mów jak dalej miały się sprawy.

HOSS:
Wcale się nie miały, bowiem upadłem po raz trzeci.

Adam i Joe wybuchają radosnym śmiechem.

Tak, śmiejcie się, śmiejcie, jak małe dzieci.
Przytomność musiałem stracić na chwilę,
wnet usłyszałem, jak ktoś przemawia mile.
Na twarzy poczułem palców czułe muśnięcie
niczym motyla skrzydeł lekkie dotknięcie.

ADAM:
Mam rozumieć, że pięknej zjawy to była dłoń?

HOSS:
Była tak realna, jak mój upadek w błotnistą toń.
A gdy ocknąłem się ujrzałem pomarszczoną twarz,
i bezzębne usta mówiące: „Hoss pecha dziś masz”.

JOE:
Ot, i rzecz się cała wyjaśniła
piękną zjawą stara Angela była.

HOSS:
Wiem, co widziałem, trzy zjawy, trzy były
Widziałem je, one mi się nie przyśniły.

ADAM (łagodnie):
Hoss, ciężki miałeś dzień, a po uderzeniu w głowę
Można ujrzeć wszystko, nawet latająca krowę.

HOSS (patrząc groźnie na Adama):
Nie krowę widziałem, a cudną dziewczynę.

JOE:
Bracie, twego stanu łatwo wskazać przyczynę.
Każdy nawet po krótkiej utracie przytomności
Z wielkim trudem wraca do szarej rzeczywistości.
Wkrótce kolację Hop Sing nam poda.
Na czas kolacji niech zapanuje zgoda.

ADAM:
Joe ma rację. Na czas kolacji spory nasze odłóżmy.
Lecz pamiętaj Joe pojedynek jest …

JOE:
… aktualny. Nie będę ci dłużny.

Nagle otwierają się drzwi, w których staje pani Blanka. Za nią stoją trzy takie same, niezwykle piękne panny, ciekawie zerkające do środka. Mężczyźni stoją zupełnie zaskoczeni. Pierwszy mowę odzyskuje Hoss.

HOSS:
Adamie, coś mówiłeś o latającej krowie.
Nadal twierdzisz, że wymyśliłem to sobie?
22-02-2017 07:54 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Kontakt | Your Website | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja bez grafiki | RSS