Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!


Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 0 Głosów - 0 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Po drugiej stronie strachu
Autor Wiadomość
Rika Offline
Administrator
*******

Liczba postów: 1,592
Dołączył: Jan 2014
Reputacja: 0
Post: #111
RE: Po drugiej stronie strachu
To będzie świąteczne "Joseph sam w domu" 01icon_lol2 Ciekawe, jak mu pójdzie.
Też uważam, że trzeba włączyć rodzinkę do akcji. Oni zawsze się zjawiali, gdy byli potrzebni. Adam powinien wcześniej wymyślić, że trzeba tatę poprosić o pomoc a nie jakiegoś detektywa.
14-07-2017 06:45 AM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
AMG Offline
Member
***

Liczba postów: 223
Dołączył: Jan 2014
Reputacja: 0
Post: #112
RE: Po drugiej stronie strachu
Zdaje się, że tatuś wtedy się leczył ze złamanej nogi...
14-07-2017 09:57 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
ADA Offline
Senior Member
****

Liczba postów: 486
Dołączył: Apr 2015
Reputacja: 0
Post: #113
RE: Po drugiej stronie strachu
To fakt. Ben spadł wtedy z konia i pewnie Adam nie chciał go niepokoić. Poza tym był wówczas nieco zdezorientowany i sam nie wiedział za bardzo, co ma zrobić. Posłuchał życzliwego mu kapitana Bachmanna i wynajął Tuckera, tyle tylko, że nikt z Adasiem na czele nie był w stanie przewidzieć, że detektyw zakocha się w Ann Wink


Magnus Rampling przez wielu uważany był za niezwykle skutecznego, odważnego i pełnego determinacji przedsiębiorcę. Ale byli też tacy, którzy twierdzili, że to pozbawiony skrupułów, cyniczny drań niewahający się przed wywieraniem nacisku tam, gdzie natrafił choćby na odrobinę sprzeciwu. Od małego dziecka cechowała go wytrwałość w dążeniu do celu. Z upływem czasu do głosu doszły silne zdolności przywódcze i równie silna potrzeba odniesienia sukcesu. I faktycznie, konsekwencja w działaniu przyniosła efekty. Mając trzydzieści lat był już niesamowicie bogaty, a obecnie dobiegając sześćdziesiątki mógł o sobie powiedzieć, że jest człowiekiem sukcesu. Jego nazwisko otwierało większość drzwi i to na najwyższych szczeblach władzy. Bogaty, ustosunkowany, bezwzględny i… samotny. Tak można scharakteryzować w wielkim skrócie pana Ramplinga, wywołującego więcej nienawiści niż podziwu. Ludzie bali się go, a on bez skrupułów to wykorzystywał. Z jednym wszakże wyjątkiem, niejakiej pani Emily Stanton właścicielki sklepu przy Fulton Street.
Prawdę mówiąc Magnus nie spodziewał się, aż tak zaciekłego oporu i to ze strony słabej kobiety. Uważał się za człowieka dobrze wychowanego. Nigdy nie podnosił głosu i zawsze przestrzegał etykiety, dlatego też sam pofatygował się do pani Stanton i zaoferował jej gigantyczną wręcz kwotę za ten sklepik z babskimi fatałaszkami. Był pewien, że tak wielkoduszna oferta zostanie przyjęta z ogromną wdzięcznością. Stało się inaczej. Miła skądinąd pani Stanton zdecydowanie odmówiła. Rampling poczuł się osobiście dotknięty i musiał wysłać do niej swojego człowieka, który miał jej w odpowiedni sposób wszystko wyjaśnić. Tyle tylko, że ten imbecyl nie zastawszy w sklepie pani Stanton zaatakował jej ekspedientkę i bratową w jednej osobie, a do tego dał się pobić i jak byle śmieć wyrzucić ze sklepu. Magnus oburzony zachowaniem swojego pracownika zmuszony był z nim się rozstać. Ten w odwecie zaczął jątrzyć przeciwko Ramplingowi i tak wykup nieruchomości pod nowoczesny hotel zaczął być bardzo głośny. Do tego sprawą zaczęła interesować się pewna znana agencja detektywistyczna, a wkrótce potem i prasa. W tym samym czasie Rampling zmuszony został do nagłego opuszczenia San Francisco. Wyjechał do Portland w stanie Oregon. Tam przeżył coś, co wywróciło jego świat do góry nogami. Myliłby się jednak ktoś, kto by sądził, że Magnus Rampling stał się kimś innym. Nadal był wielkim przedsiębiorcą, z pewną różnicą. Ta „różnica” siedziała obok niego w powozie, gdy jechali Fulton Street, a następnie zatrzymali się przed sklepem pani Emily Stanton. Był, bowiem najwyższy czas, aby poważnie porozmawiać z tą upartą kobietą.

Tymczasem niczego nieświadoma Emily, jak co dnia pracowała w swoim sklepie. Doradzała paniom w wyborze fasonów sukien, materiałów i dodatków, których było zatrzęsienie. Emily od najmłodszych lat lubiła piękne stroje, a że jej rodzice do najbogatszych nie należeli, to zdolna panna sama wyczarowywała sobie suknie, bluzki i spódnice, a wszystko to zgodnie z obowiązującą modą. Rodzice widząc, że ich córka ma wyjątkowy talent do szycia ubrań, wydzielili na zapleczu sklepu maleńką pracownię krawiecką, gdzie Emily szyła nie tylko dla siebie, ale także robiła drobne krawieckie przeróbki. Z czasem zaczęła szyć stroje dla pań z sąsiedztwa, potem dla ich córek. Pracowitość, rzetelność i indywidualne podejście do klientek przyniosło Emily renomę. Co prawda przez te wszystkie lat nie zbiła majątku, ale ciężko pracując potrafiła zapewnić byt nie tylko sobie, ale również swoim najbliższym.
Emily cicho westchnęła na wspomnienie drogi, jaką przeszła. Przypomniała sobie jak będąc młodą dziewczyną przerabiała swoje suknie zgodnie z paryskimi trendami, które były jedynymi wyznacznikami mody. Wciąż jeszcze pamiętała, jak jej rówieśnica panienka Johnson, a obecnie pani Hopkins, najlepsza klientka, podarowała jej prawdziwy paryski żurnal. Oglądała go w nieskończoność. Rozrysowywała modele sukien dopóty dopóki nie miały one dla niej żadnych tajemnic, a potem ręcznie szyła te cudeńka. Palce miała pokute do krwi, ale to ją nie zniechęcało. Jej brat Michael często się z niej podśmiewał, nazywając ją krawcową z bożej łaski, ale to właśnie on pierwszy wpadł na pomysł, żeby kupić Emily maszynę do szycia . Gdy rodzice się zgodzili na tak poważny zakup, okazało się, że Michael od ponad pół roku zbierał pieniądze na ten cel. Na wspomnienie tragicznie zmarłego brata Emily posmutniała. Los bardzo go skrzywdził, ale w końcu postawił na jego drodze Ann, która przyjmując od niego pomoc, nie zdawała sobie nawet sprawy, jak bardzo mu tym pomogła. Początkowo Emily zachowywała się wobec bratowej z ogromną rezerwą, a nawet podejrzewała ją o niezbyt czyste intencje. Kierując się troską o brata, starała się dość często odwiedzać Micheala i jego młodą żonę. Często były to wizyty niezapowiedziane, lecz Ann nigdy nie okazała jej swojego niezadowolenia. Wręcz przeciwnie, zawsze na jej widok bardzo się cieszyła, co momentami wydawać się mogło nieco dziwne. Jednak wszelkie wątpliwości Emily, co do bratowej minęły, gdy Ann sama z siebie opowiedziała jej o swoim życiu. Mówiła szczerze i z serca. Tego kobieta była pewna. A gdy na kilka miesięcy przed śmiercią brat wyznał jej, że gdyby nie Ann i maleńki Joshua to jego już dawno nie byłoby na świecie, Emily poczuła do tej kobiety ogromna wdzięczność i prawdziwie siostrzaną miłość. Od tej pory stały się prawdziwymi przyjaciółkami, a Josh na zawsze już skradł jej serce. Niewątpliwie dobroć i słodycz chłopczyk odziedziczył po swojej matce, po ojcu zaś niesamowity upór, zdecydowanie i… czarujące spojrzenie, o czym Emily przekonała się, gdy poznała Adama Cartwrighta. Ten mężczyzna, jakby od niechcenia zjednywał sobie kobiece serca. Miał w sobie jakąś magnetyczną, zniewalającą moc i wcale nie dziwiła się Ann, że ta znalazła się pod jego urokiem. Jednego tylko Emily nie rozumiała, dlaczego Ann z uporem godniejszym lepszej sprawy próbowała zniechęcić do siebie Cartwrighta. Czy naprawdę bała się, że Adam po powrocie z rejsu zechce odebrać jej syna?
- Emily, czy będę ci teraz potrzebna? – głos Ann wyrwał ją z rozmyślań. – Bo jeśli nie to poszłabym po Josha do szkoły. Dziś trochę wcześniej kończy lekcje.
- Co mówiłaś? – spytała Emily.
- Pytałam, czy mogę iść po Josha?
- Ależ tak, oczywiście – odparła szybko Emily. – Przepraszam, zamyśliłam się. A pytać o takie sprawy nie musisz. No, idź szybko i przyprowadź tego naszego małego mężczyznę.
- Skoro tak, to biegnę po niego – Ann założyła płaszcz i sięgnęła po kapelusz.
- Nie zapomnij rękawiczek – przypomniała Emily – zimno dziś. A i wracając z małym kup po drodze coś słodkiego. Będzie jak znalazł na podwieczorek.
- Tylko, gdzie mam kupić te słodkości? – spytała Ann.
- Przy szkole Josha jest mała cukiernia. Mają tam całkiem niezłe muffinki.
- Masz rację. Zupełnie o niej zapomniałam. Odkąd pan Richter zamknął swoją ciastkarnię ciężko o dobre ciasta i słodycze. Choć prawdę mówiąc twojej szarlotce nic nie dorówna – powiedział uśmiechając się Ann.
- Nie przesadzaj moja droga, a przepis na szarlotkę dostałam dawno temu i to właśnie od pana Richtera.
- Coś mi się wydaje, że on ma do ciebie słabość – Ann mrugnęła okiem.
- A idź mi natychmiast stąd! Też wymyśliłaś! – Emily udała oburzoną. – Z Augustem znamy się od dziecka i zawsze byliśmy tylko przyjaciółmi.
- Skoro tak twierdzisz. Jego spojrzenia mówią coś innego.
- Ann, bo się rozgniewam! – ostrzegła Emily.
- Już dobrze. Żartowałam tylko. – Powiedziała kobieta, a spostrzegłszy zatrzymujący się przed drzwiami sklepu powóz rzekła: - zdaje się, że mamy kolejne klientki. Mam zostać?
- Nie, idź już. Dam sobie radę, a w razie, czego poproszę Emmę o pomoc. Zmykaj i uważaj na siebie.
- Jak zawsze – odparła Ann i już jej nie było.
Chwilę później dzwonek przy drzwiach głośno zabrzęczał i oczom zdumionej Emily ukazał się nie, kto inny, jak Magnus Rampling we własnej osobie.
- Witam panią. Jak miło panią znowu widzieć – powiedział z szerokim uśmiechem na twarzy.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-07-2017 10:02 PM przez ADA.)
17-07-2017 09:37 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Rika Offline
Administrator
*******

Liczba postów: 1,592
Dołączył: Jan 2014
Reputacja: 0
Post: #114
RE: Po drugiej stronie strachu
ADA napisał(a):zaoferował jej gigantyczną wręcz kwotę za ten sklepik z babskimi fatałaszkami.

Może warto było skorzystać i założyć sklepik w innym miejscu, może nawet lepszym?

ADA napisał(a):Ta „różnica” siedziała obok niego w powozie

Kobieta? Dziecko?

ADA napisał(a):Jednego tylko Emily nie rozumiała, dlaczego Ann z uporem godniejszym lepszej sprawy próbowała zniechęcić do siebie Cartwrighta.

No właśnie, dlaczego? Może już jej trochę przeszło?
(Ten post był ostatnio modyfikowany: Wczoraj 12:03 PM przez Rika.)
17-07-2017 09:04 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Ewelina Offline
Posting Freak
*****

Liczba postów: 933
Dołączył: Jan 2014
Reputacja: 0
Post: #115
RE: Po drugiej stronie strachu
Spokojny fragment, bez akcji, ale sporo wyjaśnia. Teraz wiem jakim człowiekiem jest pan Rampling i jaką drogę przebyła Emily do własnego biznesu. Nie wiem tylko kim jest "różnica" siedząca obok bogacza. niecierpliwie czekam na wyjaśnienie 0dance3
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-07-2017 11:25 PM przez Ewelina.)
17-07-2017 11:24 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
AMG Offline
Member
***

Liczba postów: 223
Dołączył: Jan 2014
Reputacja: 0
Post: #116
RE: Po drugiej stronie strachu
Będąc na urlopie nie będę pewnie wskakiwać tu codziennie, więc powiedzmy, że wykażę się cierpliwością w oczekiwaniu... Ale swoją drogą mogłabyś szybciej pisać Wink
19-07-2017 03:56 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
ADA Offline
Senior Member
****

Liczba postów: 486
Dołączył: Apr 2015
Reputacja: 0
Post: #117
RE: Po drugiej stronie strachu
AMG, gdyby tylko czas pozwalał mi na szybsze pisanie... Smile
Tymczasem wyjaśniam, kim jest dla Ramplinga "Różnica".



-Co pan tu robi? – spytała z zaciętym wyrazem twarzy Emily. – Jeśli liczy pan, że zmienię decyzję to jest pan w błędzie. Sklepu nie sprzedam.
- Droga pani, ależ nie o to mi chodzi – zapewnił Rampling kładąc dłoń na sercu. – Nie jestem pani wrogiem…
- Doprawdy? – Emily spojrzała na Magnusa z kpiną. – Mam rozumieć, że nasłanie zbira, który nastraszył moją bratową, a do tego wykręcił jej rękę, to przyjacielskie działanie.
- Ten człowiek już u mnie nie pracuje. Natychmiast po tym incydencie, zwolniłem go – powiedział Rampling. - Pani Stanton naprawdę jest mi niezwykle przykro. Chciałem osobiście przeprosić za zaistniałą sytuację, ale pilnie musiałem wyjechać do Portland. Proszę mi wierzyć, że w stosunku do kobiet nie uciekam się to tak brutalnych metod.
- A w stosunku do mężczyzn? – spytała zaczepnie Emily.
- Z nimi różnie bywa, ale nie o tym chciałem z panią rozmawiać.
- A to my w ogóle mamy, o czym rozmawiać?
- Myślę, że tak. Mam dla pani pewną propozycję i liczę, że zechce pani jej wysłuchać – odparł z powagą Rampling.
- Propozycję?
- Tak. Co powiedziałaby pani, gdybyśmy razem otworzyli duży salon z modnymi strojami nie tylko dla pań, ale również dla panów i dzieci. Coś w rodzaju luksusowego domu towarowego, ale z towarami na każdą kieszeń. Do tego pracownia krawiecka, modystka może szewc. Podobne rozwiązania widziałem w Nowym Yorku, Paryżu, Londynie.
- To ciekawe, co pan mówi, ale o ile wiem to taki dom towarowy znajduje się w centrum naszego miasta.
- Owszem, ale zakupy robią tam jedynie bogaci ludzie – odparł Magnus. – W naszym sklepie każdy mógłby znaleźć coś dla siebie.
- Mam wierzyć, że obchodzą pana zwykli, szarzy ludzie? – Emily popatrzyła z niedowierzaniem na Ramplinga. – Gdzie w tym wszystkim jest haczyk?
- Nie ma go. Wiem, że może to pani wydać się dziwne, ale moja propozycja naprawdę jest szczera.
- Po tym, czego doświadczyłam z pana strony trudno jest mi w to uwierzyć. Wykupił pan w tej okolicy większość nieruchomości i oboje doskonale wiemy, w jakim celu. A, co z nowoczesnym hotelem, który chciał pan tu wybudować?
- Wybuduję, ale po drugiej stronie parku Golden Gate, gdzie znalazłem odpowiedni teren i do tego niezabudowany, może nawet lepszy niż ten tutaj. W każdym razie moi wspólnicy przystali na tę zamianę. Nieruchomości przy Fulton Street są moją wyłączną własnością i mogę z nimi zrobić, co zechcę – odparł Rampling.
- Może pan na przykład część tych lokali oddać ich byłym właścicielom – zaproponowała Emily.
- Oczywiście to jest, jakiś pomysł, ale większość z tych ludzi nie jest już zainteresowana prowadzeniem własnego interesu. Niektórzy wyjechali na Wschodnie Wybrzeże inni zarobione dzięki mnie pieniądze przeznaczyli na sobie wiadome cele i nie chcą wracać do dawnego życia.
- August Richter na pewno chciałby odzyskać swoją ciastkarnię. Znam go i wiem, że ten lokal to jego życie.
- Mówi pani o tej kawiarence za rogiem?
- Tak.
- Muszę panią rozczarować. Nie dalej, jak wczoraj rozmawiałem z panem Richterem. Pomyślałem, że sąsiedztwo dobrej ciastkarni wyjdzie naszemu salonowi na korzyść, ale pan Richter nie jest tym zainteresowany.
- Naszemu salonowi? Chyba się przesłyszałam. – powiedziała z przekąsem Emily.
- A ja wiem, że tak będzie – odparł patrząc jej prosto w oczy Magnus.
Pod wpływem wzroku Ramplinga Emily poczuła się nieswojo i nie wiedziała, co ma powiedzieć. Z tej niezręcznej sytuacji wybawiła, ją klientka, która właśnie pojawiła się w sklepie.
- Pan wybaczy, ale nie mogę z panem dłużej rozmawiać… - zaczęła Emily.
- Poczekam – odparł Magnus.
- Nie ma, na co.
- Mimo to poczekam.
- Ależ pan uparty – stwierdziła Emily. – No, dobrze. Skoro pan chce niech pan czeka.
Po tych słowach Emily ruszyła w kierunku klientki. Rampling obserwował ją z prawdziwą przyjemnością. Podobało mu się, jak cierpliwie pokazywała kolejne zwoje materiałów i tłumaczyła, który z nich nadaje się na kreację dzienną, a który na suknię wieczorową. Był wręcz zachwycony, tym jak ze stoickim spokojem i uśmiechem na twarzy znosiła kapryszenie nieznośnej klientki, która kupiwszy dwie batystowe chusteczki opuściła w końcu sklep.
- Ma pani niezwykłe podejście do ludzi, pani Stanton – powiedział z uznaniem Magnus. -Zdaje się, że ta kobieta sam nie wiedziała, czego chce. Będąc na pani miejscu dawno straciłbym cierpliwość.
- Cierpliwość to jeden z elementów mojej pracy. Będąc miłą dla takiej klientki, jak ta pani, która przed chwilą wyszła wiem, że prędzej czy później wróci do mojego sklepu – odparła Emily.
- Widzę, że zna się pani na interesach. Zresztą, prawdę mówiąc nie miałem, co do tego wątpliwości, dlatego pozwoliłem sobie zaproponować pani wspólny interes. Czy teraz zechce pani ze mną poważnie porozmawiać?
- Nie odpuści pan, prawda?
- Nie.
- Dobrze. Proszę zaczekać – powiedziała Emily – powiem Emmie, żeby mnie zastąpiła.
- Emma, to krawcowa.
- Wie pan?
- Owszem. Wiem też, że to całkiem niezła krawcowa, która praktyki nabierała pod pani kierunkiem.
- Coś takiego. Jeszcze trochę, a pomyślę, że interesuje się pan krawiectwem – zażartowała Emily.
- Ja nie, ale pewna młoda osoba tak – odparł Magnus.
- Zaintrygował mnie pan. Proszę tu zaczekać – rzekła i udała się na zaplecze sklepu. Po chwili wyszła stamtąd wraz z Emmą, która ciekawie spoglądała na Ramplinga. On uśmiechnął się i lekko skinął głową w geście powitania. Emma dygnęła w odpowiedzi z wielce naburmuszonym wyrazem twarzy. Mężczyzna parsknął śmiechem i mówiąc:
- Coraz bardziej mi się tu podoba – ruszył za Emily, która zaprosiła go do pracowni krawieckiej na tyłach sklepu.
- To królestwo Emmy – powiedziała i dodała: - moje również. Proszę usiąść i bez owijania w bawełnę powiedzieć, o co panu chodzi.
- Już mówiłem. Chcę wejść z panią w spółkę.
- Przyjmując hipotetycznie…
- Jeżeli musimy – wtrącił Magnus.
- Proszę mi nie przerywać – powiedziała marszcząc brwi Emily. – Tak, więc przyjmując hipotetycznie, że zgodzę się na ten układ, to jak niby ma to wyglądać. Ja nie mam pieniędzy, żeby partycypować w tym interesie, jak równy z równym.
- Ale za to ma pani, coś innego – Rampling uśmiechnął się życzliwie. – Ma pani renomę, stałe klientki, z którymi doskonale się pani dogaduje, a przede wszystkim zna pani ten business od podszewki. To będzie pani wkład w naszą spółkę. Firma w połowie będzie pani, a w połowie…
- Będzie należała do pana – dopowiedziała Emily.
- Myli się pani – zaprzeczył Magnus. – Druga połowa będzie należeć do mojej bratanicy.
- Pan ma bratanicę? – Emily nie potrafiła ukryć zdziwienia.
- Owszem, mam – odparł z dumą. – To córka mojego niedawno zmarłego młodszego brata. Moim obowiązkiem było spełnić jego prośbę i zająć się dziewczyną, która została zupełnie sama. Jak pani się domyśla to, dlatego musiałem pojechać do Portland.
- To oczywiste. Wola zmarłego jest święta.
- Cieszę się, że pani to rozumie – powiedział cicho Magnus. – Przez całe życie interesowało mnie jedynie zbijanie majątku. Im większe były wyzwania, tym lepiej. Z rodziną od dawna byłem skłócony i nie utrzymywałem z nią kontaktów. Uważałem, że czyhają na moje pieniądze.
- Teraz już pan tak nie myśli?
- Nie. Już tak nie uważam – rzekł Rampling, a w jego głosie słychać było szczerość. – Przez te kilka tygodni zobaczyłem, że można żyć inaczej. Mój brat nie był zamożnym człowiekiem, ale miał coś, czego ja nie miałem, bo nie chciałem mieć.
- Mówi pan o rodzinie?
- Tak. O żonie i gromadce dzieci – Magnus na chwilę zamilkł, po czym uśmiechnąwszy się smutno powiedział: - a teraz na wszystko jest już za późno, dlatego tak bardzo zależy mi na Aurorze.
- Aurora? Piękne imię – zauważyła Emily.
- Jej matka tak miała na imię. Pochodziła z Francji.
- To wszystko wyjaśnia.
- Moja bratanica to dobra, skromna panna. Ma osiemnaście lat i zapewniam panią, że życie jej nie rozpieszczało. Ona chce pracować, coś zawdzięczać sobie. A skoro chce, to ja mogę temu tylko przyklasnąć. Aurora jest pracowita i potrafi szyć, choć twierdzi, że do doskonałości jej daleko. Chciałaby nauczyć się czegoś nowego. Dlatego pomyślałem, że jeśli ma pracować to tylko pod kierunkiem kogoś takiego, jak pani.
- Pochlebia mi to, ale musi pan wiedzieć, że u mnie nie ma ulgowej taryfy.
- Ani Aurora, ani ja na to nie liczymy. I żeby była jasność, to, że do mojej bratanicy będzie należeć połowa udziałów, to nie znaczy, że wolno jej będzie wtrącać się do pani pracy. Decyzje dotyczące sklepu będzie podejmować tylko pani i to właśnie zostanie zapisane w umowie, którą mam nadzieję, że podpiszemy.
- Muszę się zastanowić. Pana propozycja jest bardzo nieoczekiwana i może radykalnie zmienić nie tylko moje życie.
- Rozumiem i zbytnio nie nalegam, ale byłbym wdzięczny, gdyby jednak udzieliła mi pani odpowiedzi, powiedzmy w ciągu trzech dni.
- Bardzo się panu śpieszy – stwierdziła Emily.
- Taki już jestem, droga pani. Albo natychmiast do czegoś się biorę, albo wcale.
- Dobrze, ale zanim panu odpowiem, chciałabym poznać tę pannę.
- Oczywiście, choćby zaraz. Aurora tu jest i czeka w powozie.
- Dlaczego od razu z panem nie przyszła?
- Nie chciała, żeby jej obecność do czegokolwiek panią obligowała.
- Mądra dziewczyna – powiedziała uśmiechnąwszy się życzliwie Emily. – W takim razie proszę ją tu przyprowadzić. Chętnie z nią porozmawiam.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-07-2017 10:58 PM przez ADA.)
19-07-2017 10:56 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Ewelina Offline
Posting Freak
*****

Liczba postów: 933
Dołączył: Jan 2014
Reputacja: 0
Post: #118
RE: Po drugiej stronie strachu
No i wyjaśniła się zagadka "różnicy". Pan Rampling w rozmowie z Emily sprawia bardzo sympatyczne wrażenie - faceta, który dąży do celu, wie czego chce, ale kroczy uczciwą drogą. Jego propozycja jest bardzo interesująca. Wygląda na korzystną dla Emily. Pytanie, czy na pewno? 0wacko2
19-07-2017 11:39 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Rika Offline
Administrator
*******

Liczba postów: 1,592
Dołączył: Jan 2014
Reputacja: 0
Post: #119
RE: Po drugiej stronie strachu
Rampling się zmienił jak Ebenezer Scrooge 01icon_lol2 '
No i już jest panienka w której może się zakochać detektyw. Big Grin
Wczoraj 12:02 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
ADA Offline
Senior Member
****

Liczba postów: 486
Dołączył: Apr 2015
Reputacja: 0
Post: #120
RE: Po drugiej stronie strachu
Ewelino, Rampling faktycznie przedstawił Emily korzystną ofertę, a jego intencje są uczciwe. Smile

Riko, rozszyfrowałaś mnie Wink
Wczoraj 12:30 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Kontakt | Your Website | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja bez grafiki | RSS